czwartek, 7 maja 2015

Szukania pracy cz. I

Minęło już 1,5 roku  odkąd po urlopie wychowawczym wróciłam do pracy. Musze przyznać, że wróciłam z ogromnym zapałem, żadna wyzwań, sukcesów i szybkiego awansu. Jestem całkiem niezłym specjalistą, ze sporym doświadczeniem w zawodzie, więc wymarzony awans był tylko kwestią czasu. Tak mi się przynajmniej wydawało...Po 1,5 roku nadal pracuję na tym samym stanowisku, z tą samą pensją, a perspektywa rozwoju i awansu jest równie prawdopodobna, co trafienie 6 w totolotka. Dobijającym jest także fakt, że osoby które kiedyś szkoliłam, są teraz na wyższych stanowiskach  niż ja. Po dłuższych przemyśleniach oraz konsultacjach z M. doszliśmy  do wniosku, że nie ma co czekać, trzeba uciekać. Pełna zapału odświeżyłam swoje CV i wysłałam 10 zgłoszeń. Tak wiem, to nie jest dużo. Zaskoczył mnie fakt, że w większości ogłoszeń wymagana jest znajomość co najmniej 2 języków obcych. Sam język angielki to już nie jest wielki atut.
Moje kolejne zdziwienie, odpowiedziały tylko 2 firmy. W pierwszej firmie przeszłam tylko rozmowę telefoniczną, około 20 minut. Nie zaproszono mnie do kolejnego etapu, ponieważ wzięli kogoś z większym doświadczeniem. Hmm...Ja na obecnym stanowisku pracuje 7 lat, więc temat znam dogłębnie.  Ale cóż...Stanowisko w drugiej firmie było o wiele bardziej kuszące, gdyż zaproponowano mi nadzór w zespole, do którego się zgłosiłam. Mila Pani z firmy rekrutacyjnej stwierdziła, że z moim doświadczeniem zawodowym jestem świetną kandydatką. Tak więc pełna dobrych myśli udałam się na rozmowę do ich biura. Oczywiście przygotowałam się dokładnie, opracowałam odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania. Rozmowa trwała około 40 minut, było bardzo sympatycznie. Po kilku dniach miła Pani zadzwoniła do mnie i zaprosiła do siedziby klienta, ponieważ chcieli mnie poznać. Przyznam, że moja radość była ogromna. W biurze czekał na mnie dyrektor finansowy oraz kobieta z działu kadr. Cała rozmowa trwała ponad godzinę, ponieważ czekaliśmy na HR Project Managera z Belgii. Przepytali mnie o dosłownie wszystko, co najdziwniejsze na tematy zawodowe pytań było niewiele. Jak usłyszałam pytanie, co robi mój mąż, myślałam że z krzesła spadnę. A co ich to niby obchodzi??? Pytano się również o liczbę dzieci, co jest przecież niedozwolone. Perspektywa regularnych zagranicznych podróży służbowych, na każde życzenie klienta  ostudziła mój zapał. Nie zaproszono mnie do następnego etapu, właśnie z powodu braku zgody na takie wyjazdy. Mam w końcu małe dzieci, nie wyobrażam sobie zostawić ich na kilka tygodni.
Doświadczenia ostatnich kilku tygodni, pozwoliły mi nieco inaczej spojrzeć na siebie jako pracownika. Wiedza i doświadczenie nie są tak istotne. Wydawało mi się, że moja ustabilizowana sytuacja rodzinna będzie atutem, ale dla pracodawcy jest ciężarem. Poza tym języki. Muszę koniecznie odświeżyć język francuski, którego uczyłam się w liceum.
Wczoraj wysłałam następne CV. Będę Was informować, co z tego wyniknie.
Pozdrawiam cieplutko,
Sylwia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz